od pewnego punktu w czasie: moja wesoła twórczość, dema, wprawki i tym podobne; enjoy

18 stycznia 2008

się zatopię -piłem w codzienności

się topię, zatopiłem bl ble ble ta ra ta ta taaa w codzienności marnej mej, w mym żywocie słodkim tak i nie. znikąd sideł popędem siwę. ochhh tu mój dzień tam znów on, nihil nowego, nic nigdzie źle, chcę tak bardzo być, że przestałem żyć życiem tego, którego życiem chciałem być. przecinki, zacinki, krzaczki i ptaszki. SŁOŃCE czyli nawet codzienność swe uroki trwa - znaczy MA! Zima gna, tratwa to zła. Na pochybel, na raty, na pieska czyli: ŻYCIE ŻYCIE TAKIM JAKIE JE ZNAMY I KOCHAMY (czyt. gardzimy, por. ibidem Glascoigneasfh str. 432432432)

AaAaaaaa, skądeż pogardoż się twarzą wzięłaś, gdzieś ryło twe i na co Ci je ono.
BEETHOVEN, nic i noc, soc to cło. Ach, bach, ta daddadada.
Analiza lektorliza ele tron kcyjny. I jakoby łeb .nie lep! nie był śmietnikiem, nie, co to to to to nie niekoniecznie, nie dziś, nie ooo nie.

na finisz: OVERTURE TO THE SUN. godnaught

09 stycznia 2008

Tak jak było obiecane, dziś wieczorem nowy post!

Otóż i on.

GODZINA 23:00 (mniej wiecej)
Kładę się spać. Jest dość wcześnie jak dla mnie, chcę trochę zregenerować siły, wyspać się dłużej niż zwykle. No i mam dużo czasu na zaśnięcie, normalnie zasypiam koło drugiej, więc do siódmej mam aż 8 godzin, normalnie - pięć. Ekstra! Zamykam więc oczy. Pieką i to jest to, na czym najpierw skupia się moja uwaga. Potem dochodzi to przyjemne uczucie, gdy zmęczone, styrane mięśnie wiedzą, że to JUŻ (hłe hłe). W tym momencie jeszcze mogę tkwić w bezruchu, kontemplować mój stan wypoczynku. W zasadzie wtedy nie myślę o niczym, skupiam się na samym odpoczynku, na chwili błogości...
...jeszcze trwam w bezruchu
...jeszcze
sen się zbliża...

i sru. Przewracam się na drugi bok. Poduszkę trzeba poprawić. Trochę kołderkę muszę sponiewierać. Tu wystawić nogę. Nie, zimno - noga wraca pod kołdrę. I myśl: "Zimno! No nic, spać! spać!".
Na drugi bok. Znowu to samo. Coś niewygodnie. Poprawić poduszkę. Podłożyć rękę pod głowę. Źle.
"No, zaraz zasnę!".
Gorąco pod tą kołdrą - odkryć się. Poduszka się nagrzała, trzeba odwrócić. Bum! Leżę na brzuchu.
"Moja ulubiona pozycja, zaraz zasnę".
Głowę mam między poduszkami, tak żeby móc oddychać, ew. kłądę ją bokiem. Zimno, więc znowu pod kołdrę.
"Mmm, jak mi dobrze! Spać...!".
Noga spod kołdry. Poduszka uciska skroń, trzeba poprawić, ale to nic nie daje. Zmieniam stronę, na której leży głowa. Wystarcza na 10-20 sekund (proszę pamiętać o relatywności czasu u człowieka próbującego zasnąć!).
"%$#^# głupie poduszki!", obracam się znowu na bok.
"O nie, śpię na lewym boku! To ponoć niedobrze dla serca!"
Przewracam się na prawy bok. Gorąco pod kołdrą, wystawić nogę.
"Jeszcze długi sen przede mną, byleby zasnąć. A w ogóle to duszno w tym pokoju, uchylę okno".
Otwieram okno, ale wrócić do poprzedniej, w miarę wygodnej pozycji się nie da... Znowu na brzuch.
"Ciekawe co będę jutro robił. Wstanę, sprawdzę... DOŚĆ! Muszę zasnąć! Spać, spać! Wdech... wydech... wdech... wydech... oczyścić umysł... No ale nie mogę myśleć, że muszę oczyścić umysł, tylko to zrobić! No, to oczyszczam umysł.... no i znowu, nie myśl Olek o tym! Dobra, to wdech... wydech.... wdech... wydech.... Zamknę lepiej to okno, bo rano będzie tu tak zimno, że nie wyjdę spod kołdry!".
Zamykam okno.
"Chyba nie nastawiłem budzika..."
Sięgam po telefon, światło wali po oczach tak, że zaczyna boleć mnie głowa. Zegarek pokazuje 0:45!
"#$^&*! Szlag by to! No, spać, byle szybko, miałem się wyspać! Wdech... wydech..."
Popraiwć poduszkę, ręce pod głowę, noga spod kołdry.
"Ciekawe czy liczenie owiec pomaga..? Spróbujmy: jedna, druga... Nie no, bez sensu, muszę zasnąć, a nie liczyćowce. W ogóle to nawet ich sobie nie wyobrażam! Wiem, muszę wrócićdo pozycjy wyjściowej: na plecach, totalnie wyluzowany...".
Przewracam się, kłądę na plecach; powtarza się procedura wdech-wydech. A potem poduszka. I kołdra. I przekręcić się... I....
Już nie mogę! Która już w ogóle godzina?
2 w nocy....

I tak noc w noc... ostatnio. Dobranoc!

02 stycznia 2008

wolf at the door

Part I
Jak osoba sceptycznie do blogów nastawiona przekonuje siebie, by takowy pisać?

Osoba sceptycznie do blogów nastawiona to oczywiście JA.
Powód jest prozaiczny – postępująca degeneracja mojej osoby. Dawniej, tj. jeszcze rok temu (znamienne pisać taką rzecz w dzień nowego roku) miałem wysokie mniemanie o własnych umiejętnościach pisarskich. I choć nigdy nie zaowocowało to jakąś większą, sensowną pracą, to jednak ubieranie myśli w słowa przychodziło mi z szeroko pojętą swobodą. Do czasu.
Nastał czas dla mnie okrutny, czas nieudolności pisarskiej. Wynikający ze stagnacji. Ze znużenia. Ja chyba od pewnego czasu (jakież to wygodne słowo!) po prostu kroczę złymi ścieżkami (przynajmniej w pewnych kwestiach). Książek czytuję niesporo, pisać nie piszę niemal w ogóle. W miarę udaje mi się utrzymać umiejętność myślenia, ale – do diabła! – jakże obiektywnie ja mogę się o tym wypowiadać?
Tak czy inaczej, od – powiedzmy – nieco ponad pół roku moje pisanie ograniczało się do tworzenia mniej lub bardziej udanych listów (trzech?). Pokuszę się tu mimo wszystko o ocenę takiego stanu rzeczy – żenada.
Więc spiesząc z odpowiedzią na pytanie zawarte w tytule – blog jest po to, bym podtrzymywał umiejętność przelewania tego co w głowie, na formy służące innym do odczytywania tego. A kto będzie tym zainteresowany, to już jakby – mniej istotne...

Ale czy jest to odpowiedź pełna? Nie, nie, ooooo nie! Myślę, że dużo łatwiejsze byłoby pisanie dla siebie jakiejś formy dziennika (co próbowałem uskuteczniać - z przewidywalnym skutkiem, czyż nie?). Powraca więc kwestia osób odbierających. Pisanie dziennika ma tę zaletę, że potem powraca się do tego, co było, z uśmiechem, z jakąś refleksją, z kubkiem herbaty w ręku... khm. W każdym razie chodzi o to, że... jest to dla mnie. A przekonanie o własnym ego nie daje mi pisać tego, co czuję samemu sobie, bo jest to dla mnie zbyt oczywiste. Myśl, że łatwiej mi będzie w przyszłości przypomnieć sobie pewne motywy, które mogą mi umknąć oczywiście jest, ale... No jakby świadomość że mogę, ale nie muszę wygrywa w tej sytuacji na całej linii.
W ogóle to koniec tej notki. Chyba urwane myśli będą normą na tym blogu.  

Part I I I

Najpopularniejsza noworoczna zabawa! I Ty weź w niej udział! Opowiedz jak bardzo Cię to dziwi, że akurat o północy 31 grudnia wszyscy witają nowy rok, a nie o godzinie 13, 26 września!

bezsensu.
beze sensu
bez e-sensu

Puste myśli mam!
wtrące Wam
Więc słów kilka,
o budowie wilka!

Wcale tego nie zrobię, nawet zignoruję parę znaków interpunkcyjnych
[nie zrobiłeś tego!]
Jestem parszywym kłamcą?
[na to wygląda]
Ale jednak zapomniałem kropki na końcu tamtego zdania!
[znaki figle płatają, z nieba jak krople desz-czuuuuuuu spadają!]