od pewnego punktu w czasie: moja wesoła twórczość, dema, wprawki i tym podobne; enjoy

25 września 2008

Johnny (Johnny B?)

To jak jakiś żart, brzmi. Marna piosenka i do tego przerobiony tytuł. „Może to coś zmieni...”
Mógłbym myśleć, że te słowa mnie dotyczą. Znaleźć drugie dno, ukryty sens... Ale to są tylko słowa. Jej dźwięki zresztą też nie mówią o mnie nic. W zasadzie to nawet dobrze nie pamiętam melodii. W ogóle nic z niej nie pamiętam. To jak jakiś żart...
Więc Johnny, czemu nie nazywasz się inaczej? Zaczerpnięty z tytułu marnej piosenki, która Cię nie dotyczy... I do tego z tytułu, w którym Cię nie ma.
Stając na jezdni, skupiasz – skupiam – się na: jej barwie – ale to tylko wtedy, gdy jest mokro, gdy cała się skrzy w nie swoich kolorach. Cud. Gdy stoję – stoisz – na jezdni, skupiać się należy na – życiu. Na wietrze, który owiewając twarz, daje sygnał (żyj!). W zasadzie jezdnia jest tu najmniej istotna.
Stojąc na jezdni (jest mokro, pamiętaj) co czujesz, drogi Johnny? Skupiasz się na jej kolorze, który tak naprawdę nie należy do niej. Latarnie, neony, budynki, światła z mieszkań – to one. To ich. A czy ty, Johnny, też tam jesteś?
Skupiasz się na życiu. Johnny, wiatr. Owionął Ci twarz. Czujesz? Czy czujesz? Czy słyszysz? Subtelny głos, tyle że nie słyszalny, a wyczuwalny. Fale do mózgu – przez twarz, nie uszy. Dostał się przez kołnierz, sukinsyn, pod koszulkę, chłodem przejmuje całe ciało. Dreszcz. Czy teraz rozumiesz co Ci mówi? Że żyjesz...?
Się nie uśmiecham. Johnny, stojąc na drodze się nie uśmiecha (uśmiecham).
W zasadzie nie ma to różnicy, czy Johnny stoi na jezdni, czy na polu, czy w beczce gówna, prawda? Przecież wiatr... on... zawsze? Prawda? Czy to ma znaczenie? Johnny milczący, ponury. Patrzy w jezdnię. Obce kolory (poprzez odbicie). Obce myśli (bo widzi).
To, że się nie uśmiecham, ma pewne znaczenie. Patrząc na jezdnię, na feerię barw, i czując na sobie powiew wiatru, nie mógłbym być szczęśliwszy. Boże, jaki ten Johnny był (byłem) szczęśliwy!
Ale uśmiech, prosta oznaka, charakteryzująca – zazwyczaj, bo nie wolno (wolno) generalizować – człowieka szczęśliwego, na jego twarzy się nie pojawiła. Johnny, czy już wiesz, czemu to jest jezdnia, a nie beczka gówna?
Teraźniejszość ma to do siebie, że nie jest uchwytna, toteż doświadczanie szczęścia tak chwilowego, tego ulotnego momentu ekstazy, orgazmu duchowego, cudu odczuwania był – kurwa – nic nie warty.
Och, Johnny, zdradź swój sekret... nim zrozumiesz, czemu jezdnia.
Może Johnny się uśmiechnął. A może chciał to zrobić.
Nie usłyszał tego, co słyszał tamten: „Może to coś zmieni”. Tamten to lubił.
Johnny...
Bardzo głuchy dźwięk. Nie do opisania.
Johnny...
Klik! Tup, tup, tup, tup... „Kurwa...”
Johnny, czy słyszałeś co mówił wiatr? Czy to miało sens? Po co słuchałeś? Czy dowiedziałeś się, czemu jezdnia? Czy dostrzegłeś – nagle! – jeszcze jedno światło?
Papieros. Tamten ciągle: „KURWA!”. Tamten to lubił. Ona ciągle leciała, z radia, z głośnika, (Opel Corsa), przez otwarte drzwi: „Mam na imię Jenny, może to coś zmieni...”