Rozmawiałem i się dowiedziałem. Co spowodowało moją refleksję. Pomyślałem, trochę się zniesmaczyłem, może zasmuciłem raczej. Ludzka natura jest nieco... anachroniczna. Zabawne.
Bardziej po kolei? No też tak myślę. Więc rozmawiałem z koleżanką X o koledze Y. I koleżanka X odpowiedziała mi na pytanie, dlaczego nie przepada za kolegą Y, odparła, że skoro on Y nie lubi jej, to ona lubić jego też nie musi. W szerokim skrócie. Najpierw się zmartwiłem samym faktem nielubienia kogoś, ale... no czyż samo w sobie to, że się kogoś nie lubi, z powodu podobnych uczuć tej drugiej osoby, jest nieco śmieszne? No może nie, w zasadzie to nie. To znaczy na pewno jest to sytuacja rodząca masę nieporozumień, ale generalnie jest to akceptowalne. No właśnie.
Bejołejo, pa
od pewnego punktu w czasie: moja wesoła twórczość, dema, wprawki i tym podobne; enjoy
09 lutego 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
